sobota, 17 października 2009

wspomnienie



podobne

A dziś na placu Narutowicza "piknik" z okazji okrągłej rocznicy śmierci Chopina (choć "piknik" brzmi tu niefortunnie) - muzyka płynie po ulicy, a na ławeczce wśród niej siedzą sobie uśmiechnięci dyżurni pijaczkowie. Ładne.

Sowa


płomykówka spotkana przy wydrążaniu gruszek.

piątek, 16 października 2009

Warszawa nocą

To tak żeby nie było, że tylko siedzę wśród warzyw.











a to Jackson Pollock


A to Nowosielski


A to MariannaO. (obraz z 2006 roku)


Nowosielskiego udawała budowa na stadionie dziesięciolecia

a w środę w Warszawie


Pierwszy śnieg!
Ulepiłam z niego (z tego śniegu z parapetu) małego bałwanka i ustawiłam go za oknem.

A pomyśleć, że bywało tak, że o tej porze w październiku chadzało się nawet w krótkim rękawku...
Chciałoby się sparafrazować Villona: mais ou est du soleil d'antan?

PS W nocy bałwanek spłynął.
PS nie wskakuje mi "u" z akcentem

poniedziałek, 28 września 2009

środa, 2 września 2009

z festiwalu w Jarosławiu

Na tyłach, szeptem, towarzysze nienatarczywi, a jakże potrzebni.






Piękny czas poza czasem, czas w którym wszystko brzmi w doskonałej harmonii: muzyka, słowo i obraz. Cisza i dźwięk. Czas, w którym nawet zmęczenie jest błogosławieństwem, stanem w którym to my, ale już nie my. Wszystko dzieje się samo. I choć żal schodzić z góry Tabor, to jest wielki sens w zgodzie na utratę i tęsknotę. Wielkie bogactwo. Wielka wdzieczność.
http://festiwal.jaroslaw.pl/

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

podsumowanie sierpnia

Cieszy,

... że świeże warzywa rozpieszczają podniebienie

... że wędrowiec zabłąkany

... że w mieście zaczarowana cisza wiejskiego domu

... że to, co znane, wciąż na nowo opowiadane

... że za oknem blask barokowego obrazu

... że wszystko jest.

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

środa, 15 kwietnia 2009

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

czwartek, 26 marca 2009

środa, 25 marca 2009

biała gorczyca czyli porady starego rockmana


Przeziębienia za mną szaleją. Katar trwa 2 tygodnie, a nie tydzień, a potem jest jeszcze na ogół epilog w postaci wycieczki w oskrzela. Zniechęcona nieskutecznością farmaceutyków, postanowiłam uciec się do metod niekonwencjonalnych. Siły natury. Zabobon? Niezupełnie.

Poszukując przepisu na sporządzenie syropu z cebuli, natknęłam się na metodę kuracji ziarnami gorczycy, o właśnie tu:


Pan Marek Piekarczyk to stary rockman z zespołu TSA. Jego rady wydały mi się tak dziwne, a i tak sympatyczne, że uznałam, że zaryzykuję.

Wieczorem zawinęłam więc stopy w flanelę posypaną gorczycą, skarpety i myk! do łózka.

Gorczyca grzeje jak piec, jak kot! Coś niesamowitego! Sama z siebie! Jakbym czuła smak pieprzu stopami! To zasługa olejków eterycznych. Stąd moja ważna rada: jeśli nie zużyjecie od razu całej torebki gorczycy, to od razu bardzo szczelnie ją zalepcie. W przeciwnym razie olejki się ulotnią i pozostała gorczyca straci swą "moc" - wtedy trzeba ją zemleć.

Rano - o wiele lepiej! Dziś piąty dzień przeziębienia i myślę, że tym razem tydzień mi wystarczy.

Aha, oprócz tego piję właśnie syrop z cebuli (plastry poprzesypywane cukrem odstawić na kilka godzin w ciepłe miejsce, aż puszczą sok) oraz żółtą mieszankę: łyżka oliwy, łyżka miodu i sok wyciśnięty z połówki cytryny. Każdy z syropów 2-3 razy dziennie.

czwartek, 19 marca 2009

J Ó Z E F !!!

Dziś świętego Józefa.
Bardzo Go lubię. I walczę ze stereotypem Józefa - zwiędniętego staruszka.
W galerii Brera w Mediolanie znajduje się scena przepięknie wymalowana przez Bernardo Luiniego: Józef z Maryją wracają z zaślubin. Trzymają się za ręce. Uśmiechają do siebie, tak jak bardzo zakochani. Józef jest zwyczajnym, młodym facetem. Z ludzkimi emocjami, ze swoim "wiem - nie wiem", "jestem zmęczony" i "mam ochotę pożartować".
I za to Go właśnie lubię. Za tę Jego zwyczajność, nie za lukrowany heroizm.
Właśnie to, że był tak zwyczajny, w najlepszym znaczeniu tego słowa, sprawia, że dla mnie to prawdziwy Bohater codzienności.


obrazek maleńki, innego nie posiadam - trzeba jechać do Mediolanu!

A imieniny obchodzi ś. p. xiążę Józef Poniatowski. Bohater innego rodzaju - wiarygodności w moich oczach dodaje mu, paradoksalnie, jego burzliwa młodość. Zero udawania. Maksimum szczerości.
Z tej sympatii wymalowałam go jakiś czas temu na ścianie w kuchni.