A dziś na placu Narutowicza "piknik" z okazji okrągłej rocznicy śmierci Chopina (choć "piknik" brzmi tu niefortunnie) - muzyka płynie po ulicy, a na ławeczce wśród niej siedzą sobie uśmiechnięci dyżurni pijaczkowie. Ładne.
Pierwszy śnieg! Ulepiłam z niego (z tego śniegu z parapetu) małego bałwanka i ustawiłam go za oknem.
A pomyśleć, że bywało tak, że o tej porze w październiku chadzało się nawet w krótkim rękawku... Chciałoby się sparafrazować Villona: mais ou est du soleil d'antan?
PS W nocy bałwanek spłynął. PS nie wskakuje mi "u" z akcentem
Oto moja swoista fotograficzna dokumentacja napotkanych "błysków", takich zwyczajnych drobiazgów, co to człowieka cieszą. Ot, niezwyczajne w zwyczajnym.