Prawdziwa chińska zielona herbata. Parzona na zimno. Małe ciasno zwinięte ślimaczki zamieniają się w kwiaty i wstęgi. Najpierw pachną pysznymi świeżymi krewetkami, a potem suchą piwonią (jak dla mnie). Zajrzyjcie koniecznie tu: http://morzeherbaty.pl/
Oto moja swoista fotograficzna dokumentacja napotkanych "błysków", takich zwyczajnych drobiazgów, co to człowieka cieszą. Ot, niezwyczajne w zwyczajnym.
1 komentarz:
Jam miłośniczka zielonej. Na razie duszę zaprzedałam 'zielonemu skarbowi' z Demmers House, czy jakoś tak.
Prześlij komentarz