Mały przegląd uprawianego przeze mnie procederu - autoportrety w podróżach bliższych i dalszych. Z konieczności ograniczone do odcinków peryferyjnych kończyn dolnych. A celem uwiarygodnienia - wzbogacone ekwilibrystyką czyli wyciąganiem kopyta na tle upatrzonego obiektu (jak na rysunku poglądowym). moje kopytka czerwone A na koniec noga dzisiejsza, niepodróżna.
Oto moja swoista fotograficzna dokumentacja napotkanych "błysków", takich zwyczajnych drobiazgów, co to człowieka cieszą. Ot, niezwyczajne w zwyczajnym.
1 komentarz:
Zgadłam skąd jest pierwsze zdjęcie! Czy są przewidziane nagrody?
A superman drastyczny, nie ma co.
Prześlij komentarz